BIULETYN CHEMIK NR 2/2007


Z dziejów chemii wojskowej


Piotr MASZKOWSKI

PRODUKCJA I UŻYCIE BRONI CHEMICZNEJ W II RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ




Piotr MASZKOWSKI


Niespokojne czasy wojny Polsko–Bolszewickiej. Polacy znów walczą o przetrwanie. Jak się okazało, gotowi łamać pakty i konwencje międzynarodowe sięgając po broń chemiczną, by zapewnić krajowi niepodległość.

Doświadczenia niedawno zakończonej Wielkiej Wojny, pamięć tysięcy poległych po użyciu bojowych środków chemicznych, były zbyt świeże. Świat nie poznał dotąd bardziej skutecznej broni masowego rażenia. Skutecznej militarnie, ale również posiadającej drastyczne walory psychologiczne. Polacy zamierzali skorzystać z tej lekcji. Nieznany przedwojenny autor wspomina: „My Polacy nie mamy prawa łudzić się pseudohumanitarnymi frazesami, gdyż w krytycznej chwili nikt nam nie pomoże. W obronie naszej wolności możemy pomóc tylko sami sobie. Najlepszą gwarancją naszego pokoju i rozwoju jest przygotowanie Narodu Polskiego i Jego Armii do skutecznej obrony nie tylko w dziedzinie techniki, ale i chemii wojennej”.

Jest 23 lipca 1919 r. Armia polska walczy z Bolszewikami. W Janowie Poleskim wykryto pociski artyleryjskie z namalowanymi zielonymi pasami, które sugerowały wyposażenie ich w ładunek chemiczny. Miesiąc później Brytyjska Misja Wojskowa w Warszawie w piśmie z 29 VIII 1919 r. do Oddziału IV Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego poinformowała o posiadaniu przez Rosjan broni chemicznej, oraz możliwościach jej zastosowania na odcinku frontu Peterhoff-Gatczyna. Anglicy przekazali również szczegóły taktyki, jaką mieli posłużyć się Bolszewicy. Pojemniki z gazem miały zostać umieszczone w okopach, aktywowano by je w momencie zajęcia ich przez Polaków. Brytyjczycy sugerowali przesunięcie naszych oddziałów co najmniej 250 m za linie wroga w celu uniknięcia „pułapki gazowej”. Zatem nadzieje na wolną od toksykaliów wojnę wydawały się płonne.

Dowództwom Frontów: Litewsko–Białoruskiego, Wołyńskiego i Galicyjskiego zostały wysłane informacje odnośnie możliwości zastosowania broni chemicznej przez Rosjan. NDWP sugerowało również zorganizowanie służby gazowej. Istotnym problemem, który natychmiast należało rozwiązać, była kwestia zdobycia niezbędnych danych dotyczących sowieckich możliwości przeprowadzenia ataku chemicznego, typów dostępnych środków walki oraz obrony przeciwchemicznej. Zmuszało to również naszą armię do weryfikacji rodzimych stanów środków obrony przeciwchemicznej. Choć wedle raportów ilość masek przeciwgazowych uznano za wystarczającą, to jednak pojawiły się koncepcje sprowadzenia dodatkowych 200 tys. masek z Francji oraz uruchomienia ich produkcji w kraju. Rozmyślano też nad zakupem aparatów tlenowych „Draegera”. Staraniom zaopatrzeniowców towarzyszyły obawy strategów – żadna ze stron nie była bowiem pewna, kiedy i jak wróg skorzysta na froncie z gazów bojowych. Dowództwo 1. Armii w raporcie sytuacyjnym z 5 V 1920 r. donosiło, iż przeciwnik zaopatruje się w maski przeciwgazowe i reorganizuje swoje służby chemiczne, rzekomo z powodu obawy przed możliwością ataków gazowych ze strony polskiej. Pojawiły się również podejrzenia, że Rosjanie zamierzali użyć bojowych środków trujących (BŚT) w celu przełamania linii frontu, tym bardziej, że wg informacji Attaché wojskowego w Finlandii, bolszewicy w walkach o Parajärvi użyli pocisków gazowych.

Informacja ta nie została jednak potwierdzona. Co więcej ostatecznie okazało się, że na froncie tej wojny nigdy nie zastosowano BŚT.

Po zakończeniu konfliktu Polsko-Bolszewickiego należało jak najszybciej zorganizować, a właściwie stworzyć od podstaw zaplecze produkcyjne, badawcze, techniczne oraz organizacyjne dla nowoczesnych wojsk chemicznych. Organizacja sił dysponujących bronią chemiczną miała być wzorowana na zasadach zapożyczonych ze Stanów Zjednoczonych. Służba gazowa była tam integralna i samowystarczalna, począwszy od produkcji środków bojowych, poprzez ich elaborację oraz magazynowanie. Stworzenie podobnej struktury produkcyjnej było niemal niewykonalne w realiach odrodzonego państwa, dodatkowo ogołoconego z zaplecza przemysłowego i naukowego. W związku z rozwojem techniki wojskowej, w tym broni chemicznej zdecydowano, że pomimo podpisania w 1925 r. Protokołów Genewskich zakazujących stosowania gazów trujących, obezwładniających oraz broni bakteriologicznej, Polska powinna bezwzględnie rozwijać tę gałąź przemysłu zbrojeniowego. Zwłaszcza, że ratyfikowana w 1929 r. poprawka do protokołu Genewskiego zakładała możliwość odwetu gazowego w razie zastosowania przez agresora broni chemicznej.

Badania miały mieć charakter tajny. W efekcie tych prac uzyskano syntezę ponad 300 gazów o charakterze militarnym, z których wiele pozostaje do dziś tajemnicą twórców. Do głównych ośrodków badawczych w tym okresie należał założony w 1922 r. Instytut Badawczy Broni Chemicznej. Badano tam gazy bojowe stosowane w czasie I wojny światowej. Pierwszym dyrektorem nowo powstałej instytucji był dr inż. chemii Zenon Martynowicz. W 1925 r. Instytut został przejęty przez Ministerstwo Spraw Wojskowych, zaś trzy lata później zmieniono jego nazwę na Wojskowy Instytut Przeciwgazowy. Nowym dyrektorem ośrodka został Jan Woynicz–Sianożęcki. Do głównych, oficjalnych zadań badawczych należało opracowanie środków ochrony osobistej, w tym badanie węgla aktywowanego oraz zastępczych adsorbentów. Pracowano również nad rozwojem podstawowych badań chemicznych oraz szkolono przyszłych pracowników Instytutu oraz przemysłu chemicznego. Część prac była jednak utajniona, zwłaszcza w kwestiach opracowywania technologii produkcji gazów bojowych. Do tajnych projektów zaliczały się m. in. badania nad syntezą luizytu, którymi kierował inż. Stefan Chwaliński i inż. Warnecki. Katedrę Chemii Organicznej, która wg niektórych autorów zajmujących się tym zagadnieniem była zamaskowaną placówka badawczą chemii gazów bojowych objął Dyrektor Jan Woynicz–Sianożęcki.

Instytut dzielił się na 5 działów. Pierwszym, (Dział Syntez Chemicznych) kierowała prof. Anna Chrząszczewska, twórczyni annogenu – neutralizatora plam chemicznych, skażeń sprzętu i terenu związkami iperytowymi. W dziale tym pracowano również nad syntezą lakrymatorów i toksycznych środków parzących. Pozostałe działy zajmowały się chemią węgla i węgla aktywowanego, badaniami medycznymi – w tym patologią zatruć gazami, a także chemią gumy. Instytut miał bardzo bliskie stosunki z Francją jednym z najbliższych sojuszników Polski. Do tamtejszych ośrodków chemicznych byli wysyłani na szkolenia najlepsi pracownicy Instytutu. Paryż również był największym dostawcą broni chemicznej. Francuscy konstruktorzy i producenci udostępnili nam wiele wzorów amunicji i sprzętu chemicznego, w tym gazowych pocisków artyleryjskich, bomb i świec dymnych. Na podstawie francuskiej licencji uruchomiono w kraju produkcję fosgenu, którą szybko opanowano i usprawniono. Jednak najciekawszym i najbardziej spektakularnym owocem prac Instytutu, były badania nad jednymi z silniejszych ówcześnie środków trujących – gazami łzawiącymi.

W latach 1934–35 rozpoczęto prace nad lakrymatorami zawierającymi chlor i brom. Polscy chemicy zainteresowali się osiągnięciami swych hinduskich kolegów Prafalla i Anil Chandra Rayów oraz Harisha Goswami. Hindusi dokonali syntezy nowego łzawiącego gazu bojowego fluoro-aceto-fenonu. Opierając się jedynie na ogólnikowych wynikach dalekowschodnich badań zamieszczonych w publikacjach naukowych Polacy postanowili znaleźć własną drogę do uzyskania podobnych właściwości gazu. W wyniku kilkunastu prób eksperyment się powiódł. Inżynierowie Trochimowski–Gryszkiewicz i Sporzyński uzyskali podobne właściwości w czystej postaci chemicznej. Z małym jednak wyjątkiem. O ile bowiem Hindusi wyraźnie podkreślali właściwości łzawiące gazu, o tyle w przypadku polskiego rozwiązania element ten zupełnie się nie pojawił. W zamian jednak okazał się wyjątkowo trujący i jednocześnie niegroźny dla roślin. Fluorooctany posiadały wyjątkowo silne właściwości trujące, gdzie już stężenie 0,001 grama na 1 m3 powietrza zabijało psa, kota i nawet świnię. W zetknięciu ze spojówką, zabójcze były jeszcze mniejsze ilości tego środka. 1 mg na 1 kg masy zwierzęcia wystarczał, aby nastąpił natychmiastowy zgon. „Śmiertelny cios chemiczny” okazał się zatem wyjątkowo zabójczy. Takich wyników polscy naukowcy się nie spodziewali. Natychmiast prowadzone prace zyskały klauzule najwyższej tajności. Szczególną ochroną objęto nie tylko pracownię, której charakter prac skutecznie zamaskowano, ale również osiągnięcia polskich chemików nie zostały nigdy opublikowane. Jak się okazało po wojnie wywiad niemiecki, zdolny wydrzeć większość informacji na temat polskiego systemu obrony, o fluorooctanach nie wiedział nic. Prace nad dalszym rozwojem tego niezwykle skutecznego środka chemicznego, inżynier Sporzyński kontynuował w Wielkiej Brytanii, zaś prof. Trochimowski–Gryszkiewicz we Francji. Część prac, które z różnych powodów nie mogły być prowadzone w Instytucie, kontynuowane były w Warsztatach Amunicji Specjalnej WIP. W warunkach laboratoryjnych uzyskano tam martonit oraz prowadzono prace nad otrzymywaniem w skali półtechnicznej luizytu, a także dwufluorku fenyloarsyny – o właściwościach silnie parzących i trujących. Rozpoczęto produkcję półtechniczną oksymu fosgenu o działaniach trującym, parzącym i łzawiącym oraz dwufluorku chlorowinylowego, również silnie trującego i parzącego. Opracowano własne metody produkcji pół przemysłowej adamsytu, a także metodę otrzymywania w skali pół fabrycznej chlorku arsenu służącego do syntezy gazów bojowych (BŚT): luizytu, dwuchlorku chlorowinylowego i adamsytu. Badano również metody otrzymywania siarki z mas odsiarkujących w oparciu o krajowe produkty wyjściowe, co miało posłużyć do syntezy monochlorku siarki, zaś ten do syntezy iperytu. W skali laboratoryjnej uzyskano także monochlorek siarki oraz prowadzono badania nad bojowymi środkami trującymi trudnolotnymi, przeznaczonymi do skażenia terenu i powietrza.

Wojskowy Instytut Przeciwgazowy związany był z przemysłem zbrojeniowym, który w ciągu 20-lecia międzywojennego był sukcesywnie rozbudowywany. Dzięki temu Polska posiadała kilka powiązanych ze sobą wytwórni chemicznych, produkujących gazy bojowe oraz niezbędne półprodukty. Niewątpliwie największym ośrodkiem produkcyjnym była Wojskowa Wytwórnia Rakiet w Skarżysku Kamiennej, której budowę podjęto w 1926 roku. Produkowano tam głównie iperyt i fosgen. Wydajność instalacji umożliwiała produkowanie około pięciu lub sześciu ton tych związków dziennie, jednak potencjał fabryki nie był w pełni wykorzystywany i z „taśmy schodziło” miesięcznie nie więcej niż 200 ton chemikaliów. Do 1931 r. kiedy zakończono próbną produkcję obu gazów bojowych uzyskano 104 585 kg iperytu oraz 106 796 kg fosgenu. Należy zauważyć, że w warunkach wojennych dzienne zapotrzebowanie na tego typu środki wynosiło nawet 200 ton. W mniejszych ilościach produkowano również monochlorek siarki oraz etylen. W 1932 roku rozpoczęto w wytwórni napełnianie pocisków artyleryjskich ładunkami chemicznymi. W pierwszej kolejności elaborowano w ten sposób 2 tys. 155 mm pocisków wz. 15 fosgenem oraz 700 pocisków 75 mm wz. 15 FN iperytem z chlorobenzenem. Wydajność instalacji do napełniania pocisków wynosiła kilka tysięcy sztuk na dobę, co w połowie lat 30-tych znacznie przekraczało bieżące potrzeby wojska. Sztab główny ustalił zapotrzebowanie na amunicję specjalną w wysokości 25% wszystkich będących na stanie naszej armii. W związku z tym, częścią nagromadzonych środków chemicznych napełniano miny oraz w mniejszej skali bomby lotnicze. W Wytwórni prowadzono również prace mające na celu unowocześnienie środków przenoszenia gazów bojowych w postaci nowych skorup do bomb lotniczych, pocisków gazowo-kruszących, eksperymentowano także z nowatorskimi systemami zamknięć pocisków. Tuż przed wybuchem II wojny światowej opracowano nowy typ granatu moździerzowego 81 mm zawierającego ładunek chemiczny.

Lista zakładów produkcyjnych wspierających rozwój przemysłu zbrojeniowego specjalizującego się w broni chemicznej była w tamtym okresie dłuższa. Wśród nich znalazły się również zakłady nawozów sztucznych, a właściwie Państwowa Fabryka Związków Azotowych w Mościcach. Dostarczała ona do Skarżyska surowce i półprodukty, głównie z wybudowanej wytwórni chloru elektrolitycznego. Wytwórnię wyposażono w aparaturę do skraplania chloru zdolnej do wyprodukowania 6 ton tego środka dziennie. Związek ten był niezbędny do produkcji iperytu i fosgenu. Iperyt siarkowy do celów szkoleniowych i min chemicznych oraz termit do bomb zapalających produkowano również w  Państwowej Fabryce Prochu w Pionkach k. Kielc. Z kolei Spółka Akcyjna „Boruta” w Zgierzu, będąca własnością Ministerstwa Spraw Wojskowych, zajmowała się produkcją gazów bojowych na skalę półtechniczną i przemysłową. Wytwarzano więc chloropikrynę, kwas pikrynowy, dwunitrotoluen oraz dwufenyloaminę. Niektóre opracowania wspominają również o  produkcji półtechnicznej kamitu oraz produktów wyjściowych chlorku i cyjanku benzalu. Uruchomiono także instalacje do produkcji acetofenonu służącego do syntezy chloroacetofenonu o wydajności 50 kg na dobę. W zakładowych laboratoriach opracowano własną metodę wytwarzania kwasu fenyloarsenowego. W wytwórni amunicji nr 1 „Fort Bema” produkowano z kolei rakiety dymne, świetlne oraz świece dymne i łzawiące.

Sprawnie działający w dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce system produkcji środków do wytwarzania broni chemicznej nie zmienił jednak faktu, że nasza armia wkroczyła w wojnę obronną, niemal totalnie nieprzygotowana do działań agresywnych lub obrony przeciwchemicznej. Analizując bowiem poziom wyposażenia, wyszkolenia, stany magazynowe oraz zaplecze produkcyjne gazowych środków bojowych we wrześniu 1939 i porównując go z potencjałem Armii Czerwonej czy nazistowskich Niemiec okazuje się, że niemal w każdej kategorii możliwości polskiej armii wypadały blado. Zaskakujący może być fakt, że największym problemem nie były same gazy bojowe, których zapasy znacznie przekraczały możliwości elaboracji nimi pocisków, a brak skorup przystosowanych do ich przenoszenia. Według polskiej doktryny obronnej, zgodnej z podpisanymi w 1925 r. Protokołami Genewskimi ratyfikowanymi cztery lata później, mieliśmy możliwość odwetu w przypadku ataku chemicznego. Choć prawo międzynarodowe zezwalało nam na przeprowadzenie w ograniczonym zakresie tego typu działań, to ich skuteczność byłaby pewnie nikła wobec potężnej przewagi wrogów.

Materiały historyczne wzmiankują jedynie kilka epizodów, podczas których armia Polska rzekomo posłużyła się środkami chemicznymi. O jednym z nich dowiadujemy się ze sprawozdania sporządzonego dla aliantów przez dowódcę niemieckich wojsk chemicznych generała Hermanna Ochsnera. Jego zdaniem 8 września 1939 r. w czasie bitwy o Jasło Wojsko Polskie miało zastosować iperyt siarkowy. Istnieje kilka wersji tego wydarzenia. Część materiałów opisuje ostrzał artyleryjski, a inne zaporę iperytowo–ogniową. Miał się nawet pojawić stosowny komunikat Wehrmachtu określany w raportach mianem „wypadku mostowego”. Nie wiadomo ile w tym przekazie jest prawdy, ale czterech strzelców górskich rzekomo zatruło się śmiertelnie, zaś kilkunastu uległo poważnemu oparzeniu w wyniku ostrzelania mostu pociskami chemicznymi. Atak ten miał również spowodować czasowe skażenie okolicy. Nie można wykluczyć w tym przypadku niemieckiej prowokacji. Opierając się na sprawozdaniu dowódcy 1. Pułku Korpusu Ochrony Pogranicza „Karpaty” płk. Władysława Ziętkiewicza z grudnia 1939 r. jednostka ta nie była przygotowana do zastosowania broni chemicznej. Podobna sytuacja miała mieć miejsce również na linii Łomża–Wizna, lecz brakuje szczegółów tej sprawy.

Poza nielicznymi przykładami niewiele mamy również wzmianek na temat bojowych środków trujących przejętych przez armie niemiecką i radziecką. W latach 90-tych ubiegłego wieku na jednym z międzynarodowych seminariów, pracownik instytutu chemicznego Bundeswehry oświadczył, że Niemcy we wrześniu 1939 r. znaleźli w Polsce ponad 3 tys. min wypełnionych iperytem siarkowym. Z kolei po wojnie, odnaleziono w kraju 80 polskich min chemicznych również wypełnionych iperytem siarkowym, wykonanych z blachy stalowej oraz oznaczonych symbolem „WP MP 1938”. Wydaje się, że nie było to jedyne znalezisko chemiczne, na jakie najeźdźca natrafił w podbitym kraju. Ostatecznie jednak w trakcie wszelkich działań podczas II wojny światowej, mimo że wielokrotnie rozpatrywano użycie broni chemicznej, żadna ze stron nie zdecydowała się zastosować jej w warunkach bojowych. Co ciekawe, mimo to, do dzisiaj broń chemiczna jest wciąż rozwijana i masowo produkowana, mimo licznych i obarczonych poważniejszymi sankcjami zakazów.

Autor składa serdeczne podziękowania ppłk. Andrzejowi Leosz za udzieloną pomoc w przygotowywaniu materiału.

Literatura
Kmiecik T. Z dziejów Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej 1928-1939 [w:] Biuletyn Wojskowej Służby Archiwalnej Centralnego Archiwum Wojskowego”, nr 19, W-wa 1996.
Kozak Z. Towarzystwo Obrony Przeciwgazowej 1922-1928 [w:] „BWSA CAW”, nr 23, Warszawa 2000.
Leosz A. Piątek W. Z dziejów obrony przeciwchemicznej w Polsce, Wrocław 1995.
Makles Z. Broń chemiczna w Polsce [w:] Biuletyn Informacyjny Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii, nr 1 (28), Warszawa 1998.
Orski K. Tajne arsenały, Warszawa 1974. Witkiewicz Z., Makles Z., Szarski K.: Broń chemiczna na Ziemiach Polskich [w]: Wojskowy Przegląd Historyczny, nr 1-2, Warszawa 1995.
Wysocki A. Broń chemiczna w wojnie polsko-sowieckiej 1919-1920 [w:] „BWS CAW”, nr 22, Warszawa 1999.
Wysocki A. Zarys produkcji bojowych środków chemicznych w Polsce w latach 1918-1939 [w:] „BWSA CAW”, nr 24, Warszawa 2001.


Od redakcji: powyższy tekst – tytuł pochodzi od redakcji – został adaptowany dla potrzeb naszego periodyku za zgodą Autora. Tekst oryginalny pt. Rzeczpospolita gazowa ukazał się w miesięczniku ODKRYWCA – skarby wojna i historia nr 8 (91) sierpień 2006, ss. 42-44.

POWRÓT